Samorządowe Przedszkole nr 13 w Krakowie
Strona głowna  /  Aktualności  /  Propozycja dla grupy I - 24 marca
Propozycja dla grupy I - 24 marca
data dodania: 2020-03-24 09:58:47

Czy Bazyliszek to dinozaur?

  1. Słuchanie opowiadania B. Lewandowskiej Co wyprawiał Bazyliszek.

Słuchanie opowiadania. Bardzo dawno temu, nie wiadomo skąd, przyszedł do Warszawy… potwór Bazyliszek! Wyglądał paskudnie! Trochę jak nadęty kogut, bo miał koguci dziób i pazury. Bardziej – jak smok, bo miał smoczy ogon i łuski na grzbiecie. Ale najbardziej wyglądał na straszydło, no bo był straszydłem ze złymi ślepiami! Szedł ulicami, błyskał ślepiami i ryczał:

 – Na kogo spojrzę chociaż raz, ten się ze strachu zmieni w głaz!

– Gro-gro-grozisz? – zdziwiły się gołębie. – A jakie masz prawo grozić?

 – A po co mi prawo? – roześmiał się potwór. – Wystarczą mi bazyliszkowe oczy!

Spojrzał na gołębie… i już ich nie było. Na ziemię spadły szare kamyki.

 – Wydrapię ci oba ślepia! – rozgniewał się czarny Mruczek. Wygiął grzbiet, skoczył… i upadł jak kamień.

 – Z każdym tak zrobię! – ryknął potwór i poszedł na Stary Rynek. Zajął dom najbogatszy i trzy piwnice pełne zapasów i bogactw. Jeszcze mu tego za mało. Znowu ryknął:

– Chcę spać na perłach i klejnotach i co dzień dostać furę złota!

– Guzik dostaniesz! – rozgniewali się krawcy po tygodniu. – Zginiesz na naszych igłach i nożycach! Nim dobiegli do potwora, skamienieli! Nieboracy!

– Figę dostaniesz! Dziurkę z obwarzanka! – krzyknęli piekarze po miesiącu. Ruszyli na Bazyliszka w wałkami, z warząchwiami. I znowu na Rynku przybyło kamieni… Próbowali szewcy, strażacy, garncarze. Dzielni rycerze spieszyli na pomoc ze wszystkich stron. Nie dali rady. Nikt nie wytrzymał spojrzeń Bazyliszka.

– No to ja spróbuję! – powiedział wreszcie Franek. – Bo teraz to bieda zagląda nam w oczy. I też jest straszna. Dzieci płaczą z głodu!

– Młody jesteś! Nic nie umiesz! – zmartwiła się mama Franka. Ale Franek się uparł.

– Umiem puszczać zajączki lusterkami! – powiedział. – Puszczę zajączka prosto w ślepia Bazyliszka! Jak od blasku zmruży ślepia, to go inni przez łeb walną! A ty mi, mamo, zawiąż oczy swoją chustą, żebym potwora nie widział. A ty mi, tato, daj największe lusterko! I poszedł. Wyskoczył Bazyliszek Frankowi naprzeciw…

– Ojej! Słońce zaszło za chmurę! Nie oślepi potwora! – zmartwili się ludzie. Całkiem niepotrzebnie, bo właśnie Bazyliszek podszedł tak blisko, że przejrzał się w lustrze…

– Sam siebie zobaczył i ze strachu skamieniał! – mama Franka krzyknęła pierwsza, a za nią wszyscy inni, jak tylko odetchnęli. Potem miauknął Mruczek, odczarowany z kamienia. Zagruchały gołębie. Ożyli wszyscy śmiałkowie i wrócili do swoich domów. Radości z tego było tyle, że jej starczyło do dziś. Sami zobaczcie, jak spokojnie wygląda teraz Stary Rynek w Warszawie. A Bazyliszka z blachy kowal zrobił po to, żeby nam legendę przypominał. Patrzą na to ludzie i myślą czasami: „Najlepiej na własne zmartwienia spojrzeć z wysoka i wybić je sobie prędko z głowy. Wtedy się więcej widzi i słyszy”. Z uśmiechem patrzą na domy. Słyszą, jak trąbka gra wesoły hejnał. I rozglądają się wokoło. Bo może komuś gdzieś trzeba pomóc?

  1. Rozmowa na temat opowiadania.

 – Jak wyglądał smok?

– Co było najstraszniejsze u Bazyliszka?

– Kto go pokonał? Jak to zrobił?

  1. Praca plastyczna - Bazyliszek: https://pracaplastyczna.pl/index.php/legendy/1060-smok-2 lub według własnego pomysłu


Komentarze
Dodaj komentarz
Imię i Nazwisko
Adres e-mail
Komentarz
Wpisz wynik: 2+3